perspektywy

teatr

Dramat o pedałach (?). Refleksje o częstochowskiej „Procy”.

 fot. P. Dłubak

Po raz pierwszy zobaczyłam „Procę” podczas trzeciej próby generalnej. Spodobała mi się. Po upływie niemalże dwóch miesięcy obejrzałam spektakl kolejny raz. Okazało się, że może być jeszcze lepiej! Wracając do domu, usłyszałam relację ładnie ubranego hipstera: „byłem w teatrze na dramacie o pedałach”. Młody człowieku, dlaczego?!

Zacznijmy od samego początku... Zdziwiłam się, kiedy usłyszałam, jaką tematykę poruszy najnowszy częstochowski spektakl. Miała to być opowieść o relacji, jaka „nie powinna mieć miejsca”. Po co? Teraz, kiedy wszyscy jesteśmy zmęczeni dyskusjami o szeroko rozumianej seksualności? Obawiałam się, że spektakl wzbudzi zbędne kontrowersje i będzie odstawał od grzecznego repertuaru Teatru im. Adama Mickiewicza. Niedługo po tych refleksjach zganiłam się w duchu. Przecież w Częstochowie nie żyją ludzie, którzy pocierają o siebie dwa krzemienie, żeby uzyskać ogień!

fot. P. Dłubak

Autor dramatu, Nikołaj Kolada, mówi o „Procy” w kategoriach swojego opus vitae. Spektakl, choć dobry, na pewno nie jest dziełem życia André Hübnera-Ochodlo. A trzeba zaznaczyć, że w Częstochowie mamy słabość do tego reżysera. Uczciwie zapracował na zaufanie widzów – z powodzeniem zrealizował kilka spektakli. Ochodlo konsekwentnie proponuje wymagające realizacje. Mimo to każda kolejna premiera budzi ciekawość.

Antona i Ilję dzieli wszystko. Wszystko oprócz porażającej samotności. Ilja ma 33 lata. Jest kaleką, żebrakiem i alkoholikiem. Zazdrości osiemnastoletniemu Antonowi domniemanego powodzenia u kobiet. Nawet nie przypuszcza, jakie jest prawdziwe oblicze „ładnego studenta leśnictwa”. Reżyser zręcznie odwrócił uwagę widzów od (teoretycznie głównego wątku) homoseksualizmu. Twórcy skupili się na zwykłej relacji między dwiema osobami. Samotność i potrzeba bliskości z drugim człowiekiem zyskują na popularności, przez co widzom łatwiej utożsamić się z postaciami.

fot. P. Dłubak

André Hübner-Ochodlo zaprosił do współpracy interesujących aktorów. Adam Hutyra (Ilja) jest angażowany do niemalże każdego spektaklu Teatru im. A. Mickiewicza. Widziałam go w wielu komediowych odsłonach. Na szczęście aktor nie stał się więźniem wizerunku śmieszka. Przy „Procy” zapomniałam o jego poprzednich wcieleniach. Byłam nawet w stanie uwierzyć, że ma te 33 lata... Partneruje mu Tomasz Włosok. Reżyser dał mu szansę na świetny debiut w Częstochowie. Aktor wykreował nietuzinkowy portret Antona oraz zaprezentował swoją ciekawą świadomość ciała. Żałuję, że na scenie tak rzadko pojawiała się Iwona Chołuj. Każde jej wejście było mocne, świeże i intrygujące.

fot. P. Dłubak

Spektakl ma dwa słabe punkty. Pierwszym z nich są stroje. Biały Anton i czarny Ilja stopniowo przechodzą metamorfozę, która jest widoczna również w ich kostiumach. Zbyt banalny zabieg jak na taki spektakl. Nie przypadła mi do gustu także scena tańca. Rozbawiła mnie zamiast wzruszyć. Ruchy aktorów są nienaturalne, zdecydowanie niszczą klimat spektaklu. Genialnym pomysłem było natomiast ukazanie sennych wizji bohaterów. Światła, nagrane głosy aktorów raz wiarygodne sceny duszenia podrasowały całość. Miodem na moje serce było użycie częstochowskich „zrywek”, które w każdym innym miejscu w Polsce są określane jako jednorazówki, worki, reklamówki, czy szelestki (zdecydowanie najgorszy z synonimów). 

fot. P. Dłubak

Czy widz jest mądrzejszy po obejrzeniu spektaklu? Nie wiem, czy po „Procy” można radykalnie zmienić zdanie o homoseksualistach. Raczej w to wątpię. Choć przedstawienie z pewnością uwrażliwia publiczność na pewne kwestie. Prowokuje do przemyśleń o tym, jak ważny jest dla nas drugi człowiek. O tym, że samotność jest najbardziej destrukcyjnym stanem.

 Wrócę teraz do „dramatu o pedałach”. Czemu ja się oburzyłam? Do diaska, przecież to jest spektakl o pedałach! Bawimy się w zbędną poprawność, boimy się nazwać Murzyna inaczej niż „Afroamerykanin”... Nie dajmy się zwariować! Spektakl jest szczery i stosunkowo bezpośredni. Z pewnością zasługuje, aby mówić o nim w ten sposób. Oczywiście wypadałoby ujrzeć jakiś większy sens niż samo bycie dwóch pedałów, którzy są pedałami i nic poza tym. Mimo wszystko „Proca” jest dziełem wielopłaszczyznowym. Jednym z wymiarów jest miłość homoseksualistów. Po prostu.  

fot. P. Dłubak

 

foto Piotr Dłubak / www.teatr-mickiewicza.pl