perspektywy

wywiady

Zaczniesz działać, przestaniesz marudzić – wywiad z Martą Frej

fot. Dariusz Dąbrowski

Marta Frej - przesympatyczna kobieta, mama, zaangażowana artystka, malarka, animatorka kulturalna, autorka błyskotliwych memów, prezeska Fundacji Kulturoholizm... i można by tak jeszcze długo wymieniać. Zapraszam do przeczytania wywiadu!

 fot. Dariusz Dą…browski

Twój fanpage na Facebooku ma ponad 40 tysięcy „lajków”. To pięć razy więcej niż Teatr Narodowy w Warszawie.

(śmiech)

Trudno artyście odnaleźć się w internetowej rzeczywistości – w świecie „lajków” i „szerów”?

Myślę, że każdemu łatwo odnaleźć się w rzeczywistości „lajków” (śmiech). To bardzo miłe i przyjemne. Istnieje jednak pewne zagrożenie – kiedy polubień jest mniej, można odnieść wrażenie, że zrobiło się coś gorszego. A wystarczy przecież, że dana grafika nie będzie powszechnie rozumiana. Aby zachować autentyczność, muszę trzymać do tego dystans. Nie mogę kierować się wyłącznie liczbą „lajków”.

Często mówi się, że Twoją galerią sztuki jest Facebook. Jak wygląda sprawa z prawami autorskimi? Początkowo nie podpisywałaś swoich prac, ostatnio uległo to zmianie...

Chciałam, aby ludzie kojarzyli grafiki z moją osobą. Czasem memy są udostępniane przez popularne portale, a ich redaktorzy nie mają w zwyczaju podpisywać prac. Zdarzało się, że ktoś zgłaszał mi wykorzystanie memu bez podpisu. Wprawdzie nie przeszkadzało mi to. Zaczęłam się jednak podpisywać, aby ludzie mnie poznali. Prawa autorskie w Internecie to temat rzeka – jest mnóstwo „dziur”, niewiele osób się na tym zna. Ja chcę docierać do jak największej liczby odbiorców. W końcu po to rysuję!

Marta FrejTworzenie memów to hobby czy praca? Można na tym zarobić?

Przez pewien czas było to tylko hobby, teraz zaczęłam już dostawać pierwsze zlecenia. Ostatnio rysowałam plakat dla sympozjum związanego z rolą edukacji dla kobiet. Zarabianie na grafikach nie jest moim głównym celem, ale jeśli zdarza się propozycja, to super! Wiadomo, wszyscy musimy jeść.

Zastanawiasz się, do kogo chciałabyś skierować swoje memy?

Myślę, że nie. W pewnym sensie poznaję moich odbiorców poprzez memy. Zaczęłam rysować dla siebie, a okazało się, że jest dużo kobiet myślących podobnie do mnie. Teraz okazuje się, że są również i tacy mężczyźni (śmiech).

Przeglądałam moich znajomych, którzy śledzą Twój fanpage. Jest to bardzo zróżnicowana grupa. Obserwujesz jakieś zależności między tymi osobami?

Tak. Przede wszystkim 95% moich fanów... fanek to kobiety (śmiech). I zdecydowana większość to osoby w wieku 25-35 lat, czyli młodsze ode mnie (śmiech). Wyraźnie widać również, że najwięcej śledzących mnie osób pochodzi z Warszawy.

Marta FrejStudiowałaś w Łodzi, potem mieszkałaś w Warszawie, a następnie wróciłaś do Częstochowy. W jednym z wywiadów powiedziałaś, że jako młoda osoba, która opuszczała to miasto, kompletnie nie chciałaś wracać...

Tak się złożyło, że musiałam, a poniekąd i chciałam, wrócić. Dostałam propozycję pracy w Łodzi. Miałam wtedy małe dziecko i nie byłabym w stanie jeździć na dwa, trzy dni w tygodniu do innego miasta. Rodzice zaproponowali, żebym wróciła do Częstochowy i podczas moich nieobecności to oni będą zajmować się Maćkiem. Był to zatem wybór związany z pracą zawodową. Początkowo miałam tyle spraw na głowie, że kompletnie nie zastanawiałam się nad tym, gdzie mieszkam. Kiedy jednak rozejrzałam się wokół siebie, byłam trochę niezadowolona. Wtedy poznałam Tomka (przyp. red. Kosińskiego) – mojego partnera, który przyjechał do mnie z Warszawy. On bardzo polubił Częstochowę. Naprawdę! Czyta historyczne książki na jej temat, zna ją jak własną kieszeń – lepiej niż ja. Tuż po przeprowadzce Tomek szukał pracy i miał dużo wolnego czasu. Wtedy właśnie zaczęliśmy działać. Najpierw, podczas Nocy Kulturalnej zrobiliśmy „aTrakcję”, czyli wystawę sztuki w jeżdżącym tramwaju. Potem odbyła się „ART.eria” oraz powstała fundacja Kulturoholizm. Jesteśmy bardzo zaangażowani w sprawy miasta. Nawet wczoraj powiedziałam Tomkowi, że nie chciałabym stąd wyjeżdżać. Mój stosunek do Częstochowy bardzo się zmienił. Jednakże nie nie dlatego, że zmieniło się samo miasto, tylko dlatego, że ja zaczęłam działać. A jak człowiek zaczyna działać, to przestaje marudzić. Tyle.

Władze miasta są otwarte na wasze działania?

Zdecydowanie tak. Mamy dobre stosunki i otrzymujemy dużą pomoc.

Marta FrejJesteś feministką, ateistką, syn nieochrzczony, a to wszystko Częstochowie. Nie jest to utrudnienie w naszym mieście?

Nie, nigdy nie miałam z tego powodu żadnych problemów. Jestem przekonana, że mieszkańcy Częstochowy są dokładnie takimi samymi ludźmi jak osoby żyjące innych polskich miastach. Nie jesteśmy bardziej wierzący, restrykcyjni czy nietolerancyjni. Wydaje mi się, że tradycje lewicowe zawsze były u nas dość żywe.

Jak zaczęła się twoja przygoda ze sztuką, grafiką?

Odkąd pamiętam, wiedziałam, że będę zajmować się sztuką. Nie miałam żadnego problemu z wyborem studiów. Nawet przez myśl mi nie przeszło, żeby się nad tym zastanawiać.

Rodzinne tradycje?

Nie, zupełnie nie; mama – lekarz, tata – inżynier budowlany, jak sam siebie nazywa: technokrata. Zawsze toczymy spory, bo on nie rozumie sztuki współczesnej (śmiech). Możemy bez końca kłócić się na ten temat (śmiech). Sztuka zawsze stanowiła centrum moich zainteresowań. Oczywiście kiedyś nie wiedziałam, co dokładnie będę robić w życiu. No ale tego nie wiem do dzisiaj... Trzeba być bardzo elastycznym, żeby móc żyć ze sztuki. Ja imałam się przeróżnych zajęć, łącznie z malowaniem ścian w mieszkaniach. Wiem, że będę musiała nauczyć się jeszcze wielu rzeczy. Zresztą zrobię to z przyjemnością.

Marta FrejTo bardzo ciekawe – współtworzysz mnóstwo interesujących projektów w Częstochowie, a tymczasem wiele zmienił Internet. Kupiłaś nowy tablet, zaczęłaś rysować grafiki i wkrótce zdobyły one popularność w wirtualnym świecie. Naszym życiem chyba faktycznie rządzi przypadek.

Na pewno. Ponadto jestem przekonana, że do tworzenia wartościowej sztuki potrzebny jest bagaż doświadczeń. Warsztat jest dla mnie sprawą drugorzędną – najważniejszy jest przekaz. Piętnaście czy dwadzieścia lat temu nie miałam do zaoferowania interesujących treści. Dopiero teraz mogę podzielić się z innymi czymś istotnym. Mam sporo przemyśleń i doświadczeń, które się stale miksują. Muszę je z siebie wyrzucać, aby uporządkować mój świat. Dzięki rysowaniu dowiaduję się też, jak działa komunikat wizualny w Internecie. Fascynuje mnie to, bo sieć jest obecnie jedną z najważniejszych przestrzeni.

Nie zamykasz się przed światem. Niektórzy artyści podkreślają swoją „offowość” i pewnie niewielu z nich poszłaby do telewizji. Ty nie miałaś z tym problemu.

Zupełnie nie twierdzę, że jestem offowa. Memy są bardzo popkulturowe, choć oczywiście jest to wybitny pop. Te grafiki są łatwo dostępne, a zawarte w nich treści – proste pod względem intelektualnym. To nie jest sztuka wyrafinowana. Poruszam prozaiczne tematy i nie czuję się niezrozumiana przez społeczeństwo. A dlaczego poszłam do „Dzień dobry TVN”? Bo mnie zaproszono. Nigdy wcześniej nie byłam w telewizji, a chciałam zobaczyć, jak to wszystko wygląda od drugiej strony. Ogólnie lubię być zapraszana, lubię chodzić w różne miejsca (śmiech). Zwłaszcza takie, gdzie jeszcze nigdy nie byłam.

Marta FrejCzęsto mówisz, że Twoja sztuka jest zaangażowana społecznie. Odchodzisz od wizji „sztuka dla sztuki”?

Zdecydowanie. Oczywiście nie twierdzę, ze moje memy w jakikolwiek sposób zbawią świat. One mają nakłaniać do refleksji, są związane z codziennymi problemami. Mam dość sztuki robionej dla sztuki. „Ambicją” wszelkich dzieł artystycznych powinno być skłanianie do dyskusji. Powinny stawiać w świetle reflektorów wszystko to, co inni chcą zamieść pod dywan. Sztuka przecież ma możliwości, aby to robić.

A co z tradycyjnymi obrazami, które również malujesz?

Teraz chyba już rzadziej... Teraz rzadziej, natomiast bardzo lubię to robić. Ta czynność mnie relaksuje, czuję się z nią związana, dlatego na pewno będę jeszcze malować. Obecnie czekam na moment aż mnie najdzie (śmiech).

Marta FrejZajmujesz się wieloma rzeczami. Jak wygląda Twój dzień?

Przeciętny dzień rozpoczyna się o godzinie 6 rano. Dostaję do łóżka kawę od mojego partnera, wypijam ją i wstaję. Przygotowuję mojego syna do szkoły i siebie do pracy. Najczęściej to ja odwożę Maćka na zajęcia, czasem robi to Tomek. Potem przychodzę do pracy – pracuję na pół etatu w Centrum Promocji Młodych.

Na czym dokładnie polega praca w Centrum?

Zajmujemy się szeroko pojętą kulturą – promujemy młodych twórców oraz zaszczepiamy w nich zdrowe „nawyki”. Mamy dwa cykle: młodzi i starsi. Prezentujemy mistrzów, organizujemy wystawy, warsztaty, odczyty, panele dyskusyjne, projekcje filmowe... Wiele się u nas dzieje. Po skończeniu pracy, odbieram syna ze szkoły. Wracam do domu i jestem przykładną mamą (śmiech). No i tyle. Czasem w weekendy pozwalam sobie na wernisaż. Prowadzę spokojne i unormowane życie. Żadnych szaleństw (śmiech).

Marta FrejLubisz oglądać dzieła innych twórców?

Tak.

Powiedziałaś kiedyś, że wolisz nie wiedzieć co kto stworzył.

(śmiech) Nie do końca. Lubię wiedzieć co kto stworzył. Kilka razy zdarzyło mi się natomiast bezwiednie i niechcący zmienić stosunek do prac jakiegoś artysty. Stało się to po tym, jak poznałam go osobiście i uznałam, że za nim nie przepadam (śmiech). To bardzo nieprofesjonalne, ale ludzkie... Uważam, że lepiej będzie jeśli ograniczę poznawanie ważnych dla mnie twórców (śmiech). Muszę przyznać, że nie pociąga mnie poznawanie śmietanki artystycznej oraz „bycie w towarzystwie”. Nie kręci mnie to. Nie udzielam się towarzysko.

Na czym się skupiasz, oglądając sztukę? Na tym, co podobne do Twoich prac?

Trudno powiedzieć. Czasami coś mnie elektryzuje – nie mogę oderwać od tego wzroku. Albo myśli, bo – jak już mówiłam – przekaz intelektualny jest dla mnie równie istotny. Na pewno doceniam sztukę, która jest bliska moim problemom.

Marta FrejPrzyjrzyjmy się częstochowskiej ofercie artystycznej. Co jest warte uwagi?

Jest Festiwal Dekonstrukcji Słowa „Czytaj!”, który współtworzy Adam (przyp. red. Florczyk) – pracujemy razem w CPM. Nie spotkałam podobnej imprezy w całej Polsce. Bardzo mu kibicujemy! W tym roku oba nasze festiwale (przyp. red. „Czytaj!” oraz „ART.eria”) będą miały swoją piątą edycję. Przez przypadek, zupełnie się nie znając, startowaliśmy w tym samym czasie. Z okazji tego skromnego jubileuszu chcielibyśmy podjąć jakieś wspólne działania. Myślę, że w Częstochowie mieszka wiele ciekawych osób. Razem z Tomkiem uwielbiamy Szymona Motyla. To nasz częstochowski skarb, który potrafi rozkochać w sobie lokalną społeczność. Nie było jeszcze jego pracy, która by się wszystkim nie spodobała (śmiech)! Częstochowa to miasto tak samo pełne interesujących osób jak każde inne.

Opowiedz coś o planach na samą „ART.erię”.

Większość gości została już zaproszona. W tym roku będą gwiazdy! Swoją chęć wzięcia udziału w wydarzeniu wyrazili już: Artur Żmijewski, Katarzyna Górna, Bogna Burska, Joanna Wowrzeczka, Zuzanna Janin, Marcin Polak, Stanisław Piotr Gajda... Wiadomo, Szymon Motyl jest co roku. Będziemy również my, czyli FriKO (przyp. red. Marta Frej i Tomasz Kosiński).

Odbędzie się jeszcze Noc Kulturalna. Wyjątkowo w październiku. Skąd ta zmiana?

Noc Kulturalna działa dzięki sprzedaży karnetów. Fundusze z jednego roku napędzają kolejną edycję. Sprzedaż stopniowo spadała, obecnie jest naprawdę niewielka. Być może więcej osób zdecyduje się na zakup karnetu, jeśli impreza odbędzie się w innym miesiącu? W czerwcu jest wiele darmowych atrakcji: Frytka OFF, „Aleje – tu się dzieje!”... Niemalże każdego dnia jest możliwość wzięcia udziału w czymś ciekawym. Abyśmy kupowali karnety na Noc Kulturalną, musimy być spragnieni atrakcji.

Marta FrejWracając do Ciebie – chyba żaden artysta nie powie, że czuje się spełniony, ale Ty chyba jesteś usatysfakcjonowana tym, co się obecnie dzieje...

Tak, bardzo się cieszę. Czasami czuję się nawet nieco oszołomiona. Zastanawiam się, czy nie zje mnie trema podczas mojego wernisażu... Nie przywykłam do takich sytuacji, więc trochę się denerwuję. No ale jak już nie będę dawała rady, to przestanę się pokazywać (śmiech).

Częstochowa jest chyba dla Ciebie wentylem. Pozwala się zdystansować, a dzięki temu, że masz swoje miejsce w Warszawie, nie czujesz się pomijana.

Zaletą Częstochowy jest przede wszystkim położenie geograficzne (śmiech). Wszędzie mamy mniej więcej tak samo daleko. Ponadto Częstochowa jest spokojnym miastem i to się czuje. Wolniejsze tempo życia odpowiada zwłaszcza Tomkowi, który jest warszawiakiem. I co najważniejsze: mam tutaj rodziców, a mój syn – najukochańszych dziadków. Do czasu aż rodzina jest dla niego aż tak istotna, nie ma opcji, żebyśmy się stąd wyprowadzili.

Marta Frej

Link do internetowego sklepu z koszulkami z memami Marty: http://memshirt.com/